Kiedy o tym zapomnisz?

Minął ponad miesiąc od mojego ostatniego wpisu. Trochę pozmieniało się w moim życiu i trochę rzeczy trzeba było sobie wziąć na spokojnie. Byłem w dołku, nie jestem w dołku, chwytam życie za jaja, bo tak trzeba. Nie ma sensu wam tego tłumaczyć, bo kto jest mi bliski ten wie, a kto po prostu mnie zna, czy czyta bo tak, to niech wie, że rodzina i prywatność nie jest na sprzedaż, ani nie powinno się jej używać w celu zwiększenia sobie aktywności na blogu, instagramie, czy swoim fanpage’u na fejsie. Nie będę się tłumaczył dlaczego nie miałem siły pisać. Po prostu ostatni miesiąc dał mi wiele odpowiedzi na temat samego siebie, na temat priorytetów i co w życiu jestem w stanie tolerować, a z czym się po prostu nie pogodzę. Tak w skrócie.

A nie w skrócie?

Przez ostatnie kilka lat się zasiedziałem. I to konkretnie. Wygrana w walce o jak najlepszego samego siebie, została lekko mówiąc zaprzepaszczona przez ostatni czas. Zarówno mentalność, jak i forma podupadły. Przyzwyczaiłem się do stabilności w moim życiu i może faktycznie przestałem o siebie dbać. Może przestałem dbać o swoje otoczenie. Nawet najbliższych. Nie mówię, że każdy człowiek tak postępuje, ale walcząc dla samego siebie jesteśmy w stanie więcej energii zainwestować niż robiąc to dla kogoś. A jak już mamy pewną stabilizację i inni akceptują nas takich jakimi jesteśmy, to czasami okazuje się, że zapuszczamy się. Kobiety przestają robić przysiady, faceci więcej czasu spędzają na piciu piwa przed telewizorem, co w obu przypadkach skutkuje utratą formy. A uczucie? Życie z drugą osobą?

Bardzo spodobało mi się kiedyś opowiadanie, które znalazłem gdzieś w internecie. Ktoś opowiadał o swoich dziadkach i tego jak bliską są ze sobą, mimo upływu połowy wieku od zawarcia przez nich małżeństwa.

Mimo tak długiego czasu, mój dziadek patrzy na moją babcię tak, jakby widział ją po raz pierwszy.

Nie widziałem jeszcze nigdy czegoś takiego i jest to jedna z najpiękniejszych rzeczy, które przeczytałem. Nie będę słuchał, że kiedyś było lepiej, że związki się pielęgnowało, że się walczyło. Długoletnie związki, a z drugiej strony rozstania, towarzyszyły ludziom od zawsze. Tak kiedyś, jak i teraz. Może teraz więcej ludzi jest odważnych? Nie wiem. Druga sprawa, że w dobie rozwijającej się technologii i wszędobylskiego internetu, po prostu więcej widzimy tego, czego nie widzieliśmy kiedyś. Kłótnie, rozstania, rozwody są wywlekane pod opinię publiczną, gdzie każdy może się wypowiedzieć i opowiedzieć po jednej ze stron. Działa to zarówno wśród celebrytów, jak i ludzi prywatnych. Każdy szuka wsparcia dla swoich racji i ludzi, którzy powiedzą:

  • dobrze zrobiłeś, że z nią zerwałeś,
  • dobrze, że kopnęłaś go w dupę, przecież cię zdradzał,
  • całe szczęście, że się rozstaliście, nie pasowaliście do siebie,

I cała masa innych stwierdzeń, które powie przyjaciel, przyjaciółka, mama, tata, brat, siostra, pani z warzywniaka na rogu, czy sąsiad, lub sąsiadka. Bo każdy ma coś do powiedzenia na temat innych ludzi, mimo że każdy ma swoje problemy w swoim życiu, których nie może rozwiązać. Czasami mniejsze, czasami większe, ale nikt nie ma czystego konta. Nawet dziecko, świeżo po urodzeniu ma już pewien bagaż, a mianowicie bagaż rodziców, który chcąc nie chcąc będzie musiało nosić przez resztę życia, mimo że będąc małym nie jest tego jeszcze świadome.

Ale skąd się wzięło pytanie z tytułu posta?

Mamy ważne dla siebie miejsca, mamy ważnych dla siebie ludzi i mamy ważne dla nas rzeczy, które robimy, które poniekąd nas napędzają i przypominają nam kim jesteśmy i skąd przyszliśmy. Każdy człowiek, którego spotkaliśmy na swojej drodze ukształtował nas na ludzi, jakimi teraz jesteśmy. To samo tyczy się rzeczy, które nas spotkały, czy miejsc, w których w pewnym momencie w przeszłości się znaleźliśmy. Czy każda rzecz wpłynęła na nas pozytywnie? Oczywiście, że nie. Przecież nikomu nie przydarzają się tylko dobre rzeczy. Ale źli ludzie i zła przeszłość poniekąd utwardzają nam dupę, jeśli tylko odpowiednio to zrozumiemy. Oczywiście, że jeden człowiek dostanie kopa od życia, załamie się, nigdy więcej nie wyjdzie z domu, będzie myślał o tym co stracił i będzie żył dopóki życie wspomnieniami utraconej przeszłości nie wyssie z niego resztek chęci na przyszłość. Z drugiej strony będzie drugi człowiek, który straci pracę, żona zostawi go dla innego, dzieci go znienawidzą, nawet wcześniej wspomniana Pani z osiedlowego warzywniaka popatrzy się na niego krzywo. Ale on będzie inny. On będzie wiedział, że to tylko przeszłość. Wszystko co go spotkało tylko ukształtowało go jakim się stał, ale przed nim przyszłość. Lub nie wybiegając tak do przodu – teraźniejszość.

Zamiast się załamywać, wyciągam wnioski. Wiem na co nie mogę już sobie pozwolić. Wiem jakich ludzi nie mogę wpuścić do swojego życia, albo jakich ludzi muszę ze swojego życia wyrzucić. Wiem o co muszę dbać i co jest dla mnie najważniejsze. Nie jestem idealny, daleko mi do tego i nigdy taki nie będę. Bo nikt nie będzie. Ważne, żeby znaleźć kogoś kto zaakceptuje nas takich jakimi jesteśmy, jak i my zaakceptujemy kogoś takim jakim jest. Bez wyjątku. Bo ludzie się nie zmieniają. A co najwyżej delikatnie. Jeśli ktoś był skłonny zrobić coś po kilku latach, to tak naprawdę siedziało w nim to już od samego początku. Ważne, żeby ze swojej strony starać się być jak najlepszą wersją samego siebie, ale DLA SIEBIE. Dla nikogo innego. Bo jeśli my będziemy dbać o siebie, to świat wokół nas będzie lepszy. Bo jeśli my będziemy lepsi, to nasz mały świat, który budujemy wokół siebie, również będzie na wyższym poziomie.

Ważne, żeby nigdy nie zapomnieć o tym co nas spotkało. Bo po pierwsze to niemożliwe i nie warto się nawet starać. Po drugie, każde doświadczenie jest ważne dla nas, bo czegoś nas może nauczyć. Po trzecie, dzięki temu znaleźliśmy się w miejscu, w którym jesteśmy i gdyby nie to, po prostu nie było by nas takich jakimi jesteśmy. Nie ma co żyć przeszłością. Nie ma co rozpamiętywać. Ważne, żeby ją zaakceptować i być dzięki niej mądrzejszym.

Szczęścia.

PS.:

Jeśli chodzi o efekty miesięcznych przemyśleń dotyczących mnie i zmiany swojego życia:

  • siłownia (lepsza sylwetka)
  • dieta (j.w.)
  • poznawanie nowych ludzi (trzeba rozszerzać swoje horyzonty)
  • czytanie i pisanie
  • lista 100 rzeczy do zrobienia w życiu (jak dotąd mam koło 40, ale wszystko przede mną)
  • zadbanie o porządek w swoim życiu (czyli zarówno w kwestii fizycznej, jak porządek w mieszkaniu i pewna organizacja, jak i w kwestii uporządkowania zalegających spraw)
  • odrobina szaleństwa i robienie co najmniej jednej głupiej/nieodpowiedzialnej rzeczy
  • bycie jak najlepszą wersją samego siebie. Dla siebie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *