Bliskość.

Po czym poznajemy ludzi bliskich sercu. Więzy krwi? Rodzina? To samo miejsce zamieszkania? Ta sama osobowość, czy podobne zainteresowania? Czy to właśnie łączy ludzi? Może. Ale czym jest prawdziwa bliskość?

Wątpię żeby dało się to tak prosto wytłumaczyć. Nie ma 10 punktów, w których można ocenić czy jest się z kimś blisko. Nie ma reguł, które wpoją nam rodzice, czy wychowawca w szkole, jak ocenić ludzi. To jest coś co czujemy. Jakaś wewnętrzna świadomość, że przy danej konkretnej osobie czujemy się lepiej. Są ludzie, którzy samym swoim towarzystwem potrafią poprawić nasz nastrój i naprawić całe zło wyrządzone nam w danym dniu, tygodniu, czy w życiu. Nieważne, czy znamy kogoś chwile, czy jest to osoba towarzysząca nam przez całe lata. Żeby być z kimś blisko, czasem wystarczy już kilka minut rozmowy. Tak naprawdę po kilku wymienionych zdaniach wiemy już, czy z daną osobą dobrze nam się rozmawia, czy chcemy się przed kimś otworzyć. Jasne, że nie zawsze jest to bezpieczne. Nie wiemy, czy ktoś po drugiej stronie nie ma założonej maski troskliwego dobrego człowieka, który przy chwili naszej słabości nie będzie chciał nas wykorzystać. Sprawić żebyśmy stali się podatni, a następnie uruchomić swój wielki plan. Obojętnie czy chodzi o seks czy o pieniądze, czy po prostu różne przysługi. Przykładowo wielu facetów udaje zainteresowanie nowo poznaną kobietą, mówi czułe słówka, po to żeby doprowadzić do zaspokojenia zwierzęcych potrzeb, jakie każdy z nas ma. Z drugiej strony kobiety, które będą się łasić do facetów z Tindera, bo mają umięśnione ciało, noszą drogie ciuchy i jeżdżą starą Betą bo tuningu. Byle by móc się pokazać. Byle by móc w przyszłości dostawać drogie prezenty i być traktowaną jak księżniczka.

Oczywiście, nie wszyscy tacy są. To tylko przykłady, że zawsze jest ryzyko. Nie zawsze trafimy na kogoś szczerego, nawet jeśli sprawia takie wrażenie. Jednak dalej nie jest to powód, żeby kogoś przekreślać na starcie. Może już od pierwszej rozmowy uda się złapać takie porozumienie, że będziemy w stanie otwarcie mówić o swoim życiu i problemach. Tym bardziej, że czasami łatwiej porozmawiać o tym z kimś obcym, niż z przyjacielem od wielu lat czy rodziną. Właśnie dlatego długoletni staż znajomości nie oznacza bliskości. Nie licząc najbliższej rodziny, mam w swoim życiu ludzi, których znam po ponad 20 lat. A ilu z nich nazwę bliskimi? Pewnie zmieściliby się na palcach jednej stopy, czy innej ręki. Czy to mało? Wolę kilku prawdziwych przyjaciół, niż tabun ludzi, którzy w ogólnym rozrachunku nawet się nie przejmą kiedy zniknę.

Przeprowadziłem kiedyś eksperyment. Tak naprawdę przez przypadek. Chciałem poczuć chwilę prawdziwej wolności. Odciąć się od świata na kilka dni. Wyłączyłem internet w telefonie, a co z tym idzie facebooka, instagrama, snapchata, messenger. Tak sobie funkcjonowałem przez jakiś tydzień. Oczywiście towarzyszyła mi muzyka z youtuba, czy internet w pracy do sprawdzania rezerwacji. Ale odciąłem się od wszystkich social mediów w swoim prywatnym świecie. I co się okazało? Z wielu osób, z którymi mam kontakt praktycznie każdego dnia, zostały dwie, które w ogóle w ciągu tego tygodnia się odezwały. Sprawdzenie tego nie było celem samym w sobie. Po prostu akurat udało się to przypadkiem. Okazuje się, że ludzie zauważają nas głównie wtedy, kiedy żyjemy online. Kiedy na naszym instastory pojawiają się nowe wrzutki, kiedy wysyłamy ludziom snapy, czy udostępniamy na facebooku, to gdzie się właśnie znajdujemy, jak się bawimy, albo jak pięknego burgera dostaliśmy w restauracji. Kiedy ludzie tego nie widzą, zapominają o nas. Potrzeba kogoś prawdziwie bliskiego, żeby przejął się faktem, że nie ma z nami kontaktu od kilku dni. Bardzo łatwo wtedy określić czy mamy przyjaciół, czy fanów na portalach społecznościowych. I niestety z reguły się rozczarujemy. Zachęcam do takiego eksperymentu, jeśli oczywiście wytrzymacie. Sam korzystam z tych portali na co dzień, wrzucam zdjęcia czy filmy, rozsyłam różne rzeczy do znajomych. Fajna sprawa, jasne. Jestem częścią tego wszystkiego. Ale do moich bliskich odzywam się obojętnie ich obecności, czy odcięcia od internetu. Bo taką bliskość warto utrzymywać mimo wszystko.

Czy warto poświęcać jedną znajomość dla drugiej? Czy warto je porównywać? Czy od osoby bliskiej warto wybrać jeszcze bliższą? Wydaje mi się, że ograniczanie się nie prowadzi do niczego dobrego. Każdy człowiek potrzebuje znajomych, przyjaciół i bliskich. Oczywiście jeśli ci wszyscy darzą szacunkiem, na który zasługujemy. Czy to, że przy jednej osobie czujemy się lepiej i uznajemy, że możemy się przed nią otworzyć, to znaczy, że mamy przekreślić innych, których do tej pory uważaliśmy za bliskich? Wątpię. Powinniśmy być otwarci na ludzi. Powinniśmy pielęgnować znajomości, które są tego warte. Przyjąć nowych ludzi do swojego grona, jeśli na to zasługują, a odcinać się tylko od tych, z którymi znajomość stała się po prostu toksyczna i nie warto na siłę ich trzymać, żeby psuli nasze życie.

Byle byśmy nie byli sami. Chociaż samotność może się wydawać lepsza, niż bycie otoczonym przez fałszywych ludzi, czyż nie?

2 odpowiedzi do “Bliskość.”

  1. Zgadzam się. Dodam tylko że ten eksperyment wcale nie musi oznaczać że ci znajomi którzy się nie odezwali nie są warci przyjaźni. Każdy ma swoje życie i należy to szanować. W szczególności jeśli kontakt z taką osobą nie jest częsty. Moim takim znacznikiem czasu czekania na kogoś to minimum 4 miesiące. Poza tym, jeśli robimy taki test to warto się zastanowić czy i my mamy wystarczająco dużo uwagi dla tych których planujemy przetestować.

    1. U mnie ten test wyszedł przypadkiem. Nie zastanawiałem się nad tym, jak i nie było to nic planowanego. Plus oczywiście biorę też poprawkę, jeśli wiem ile kto ma czasu i jakie rzeczy ma na głowie. Jeśli ktoś pracuje od rana do nocy i w ogóle nie żyje social mediami, to nie będę na niego patrzył przez pryzmat: „on od 3 dni się do mnie nie odezwał”. Chodzi bardziej o ludzi, z którymi rozmawia się codziennie, lajkują zdjęcia, śledzą wszystkie możliwe uploady na każdym z portali i nagle urywają kontakt, jak przechodzisz offline.

      A szczerze? 4 miesiące? Jeśli ktoś jest mi bliski, to raczej zależy mi na kontakcie w miarę na co dzień, czy chociaż co tydzień. Jeśli masz kogoś bliskiego i będziesz czekała 4 miesiące na kontakt od niego, lub dopiero po takim czasie sama się odezwiesz, to wcale nie jesteście sobie bliscy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *